powrót do spisu WSZYSTKICH historyjek powrót do spisu LETNICH historyjek

W Bieszczady Wschodnie najlepiej jechać przez Lwów. Naprawdę piękne miasto - szczerze polecam.

Odjazdowym pociągiem (w cenie około 3,50 zł za 180 km przejechane w 4 i pół godziny) dotarliśmy do Sianek. Trochę zaczęło padać, trochę zglodnieliśmy, więc zatrzymaliśmy się na popas w opuszczonej chałupie.

Głowna droga przez Gusnyj.

Przespaliśmy się na połoninie, a następnego ranka przywitała nas całkiem ładna pogoda.

Pierwsze spojrzenie na Ostrą Horę.

A to widok do tyłu - konkretnie na pólnocny zachód - czyli na nasze góry. Wydaje mi się, ze przełęcz na ostatnim planie, to przełęcz miedzy Tarnicą (od lewej) a Krzemieniem (od prawej).

No i do przodu. Kurcze blade, ta połonina ma dobre 20 kilometrów długości. Na dodatek zaplanowaliśmy dotrzeć na Pikuja (lekko na lewo od środka zdjęcia, na ostatnim planie) jednego dnia.

Cały czas prowadził nas piękny płaj (płaj to nie wiadomo przez kogo wydeptana ścieżynka wzdłuż połoniny, która wcale nie ma ambicji wspinania sie na wszystkie szczyciki, za to pięknie prowadzi do celu). Bywało, że mijaliśmy pasterzy z krowami, albo konie bez pasterzy.

Łażenie po gorach to wyczerpujące zajęcie.

Tymczasem koledzy poszli podziwiać widoki.

Ot, taki fragmencik połoniny, która bliżej Pikuja robiła się bardziej urozmaicona.

Pikuj.

Codziennie po poludniu padało. Właśnie na Pikuju zaczęło się zbierać na deszcz. To ostatnie suche spojrzenie na przebytą dziś drogę.

Wieczorem było ognisko. A na mnie widać ślady działalności słoneczka i wiatru.

Następnego dnia zeszliśmy do Szczerbowca. Pogadaliśmy z gospodynią, dostaliśmy bochenek chleba... Sielanka.

Większość chałup wyglądała na powojenne, ale bywały całkiem niezłe perełki.

W tak miłych okolicznościach przyrody po prostu trzeba było chwilę posiedzieć.

Następnego ranka, po noclegu na przełęczy przy Ostrej Horze, obudziły nas konie.

Cała przełęcz wraz z Ostrą.

Droga do wioski, przez bukowy las...

W wiosce nabyliśmy piwo, dużo piwa.

Ciężar był duży, więc częściej odpoczywaliśmy. A Albert zaklinał konie.

Marek wyczaił idelane miejsce na namiot - kolo gorejącego krzewu.

Kolejne ognisko - tym razem było czym popić.

Albert nie musiał mnie szczególnie namawiać na noc pod gwiazdami.

No i niestety, wracamy.

Tym razem nikt nas nie podwiózł i drogę z Użoka do Sianek musieliśmy pokonać samodzielnie.

W oczekiwaniu na pociąg (o drugiej w nocy) rozłożyliśmy się pod Siankami. Pagórki po lewej stronie, to już Polska.

Leżąc, wspominaliśmy wyprawę, która przebiegła tak oto:

mapa

Szkoda, ze nie da się tu zamieścić wszystkich zdjęć. Albert nacykal ponad setkę.
Piękna była ta wyprawa. Choć codzień mieliśmy mokro w butach, choć widoki cały czas były ograniczone lekką mgiełką... Ale... gdybyśmy chcieli mieć ładną pogodę i sucho w butach, to pojechalibyśmy nad morze ;)

Kaniec filma

i jeszcze raz od samej góry ;)